Historia i słońce

            W Grecji byliśmy już kilka razy, ale ostatnia podróż datuje się nam na końcówkę lat ’90, jeszcze przed urodzeniem się Krysi i Marka. Teraz bliźniaki mają już po czternaście lat, więc powrót do Grecji był wystarczająco długo odwlekany. Już dawno mogliśmy zajrzeć do tego ulubionego przez nas miejsca. Cała Hellada jest miejscem wręcz mistycznym, a jej głębokie zakorzenienie w naszej kulturze powoduje, że nawet rzeczy z pozoru zwykłe stają się kosmiczne.


 

Ateny


            Zawsze przylatujemy do Aten. Nie ma ku temu jakiegoś konkretnego powodu, bo równie dobrze można by dolecieć chociażby do Salonik, ale jeśli chce się od razu pędzić na ateński Akropol, to może nawet i lepiej, że właśnie tu wychodzimy z samolotu. Akropol jest przez nas miejscem ulubionym na całym świecie wcale nie dlatego, że prezentuje się jakoś okazale, chociaż ten kompleks obronno-świątynny, poniekąd stare miasto Aten, znajduje się na szczycie tutejszego wzgórza, unosi się bielejącymi kamieniami nad nowoczesnym miastem.

             Najlepiej zachowany jest centralny Panteon. Nie idealnie, ale najlepiej. Przy pierwszej wizycie dziwiłam się, czemu go nie odnowią, odrestaurują, ale teraz wiem, że byłaby to zbrodnia. Historię po prostu czuje się w kościach, a kiedy wyobrażam sobie, jak ludzie musieli kiedyś z tego kompleksu korzystać, nie jestem w stanie nic przez chwilę głośno powiedzieć. Cała, zwykle rozplotkowana rodzina, na chwilę ucichła.

Meteory


            Za dużo czasu na wylegiwanie się w jednym miejscu nie chcieliśmy tracić. Przebiegliśmy tylko przez place Aten, gdzie rodziła się współczesna demokracja i pomknęliśmy na Meteory. W Grecji wszystko wydaje się być dość blisko, chociaż dojazd gdziekolwiek w środku lata bez klimatyzacji w samochodzie byłby pewnie koszmarem. Na szczęście Meteory leżą od razu nad brzegiem morza, jak zresztą niemal wszystko w tym kraju.

             Klasztory, bo tym właśnie są słynne Meteory, usadowione są na szczytach skał wznoszących się na ponad pół kilometra nad poziom wody i kiedyś można się tam było dostać tylko metodą kozicy górskiej lub poprzez wciągniecie na linach. Dzisiaj na szczęście są specjalne schody i pomosty, które wyglądają na zabójcze i są w praktyce jeszcze gorsze, ale jakoś dotarliśmy na szczyt. Było warto.

Do źródeł medycyny


              Druga połowa naszego wyjazdu polegała na pływaniu niewielką łodzią od małej wysepki do małej wysepki, a przede wszystkim na cieszeniu się słońcem i piękną pogodą. Zanim do tego przeszliśmy, wybraliśmy się jeszcze do Epidauros, gdzie 2.500 lat temu istniało wielkie sanktuarium Asklepiosa. Mąż to z zawodu lekarz i chyba traktuje przyjazd tutaj trochę w charakterze pielgrzymki chodząc powoli ulicami tutejszego miasteczka.

             My, zamiast włóczyć się za nim, poszliśmy na ruiny tutejszego amfiteatru. W zasadzie ciężko jest tutaj mówić o ruinach, ponieważ jest on niemal idealnie zachowany. Nie różni się jakoś specjalnie od podobnych amfiteatrów Hellady i Azji mniejszej, ale nie jest to wcale jego wada. Struktura jest ogromna i na jej szczycie czuliśmy się trochę jak na zakopiańskiej Wielkiej Krokwi. Od razu poznałam też obraz malujący się na twarzach dzieciaków. Jak pierwszy raz tutaj przyjechałam, też myślałam, że amfiteatry były znacznie mniejsze.

Zobacz również
0 752

0 691

Brak Opinii

Dodaj Swoją Opinię


Kod z obrazka

Informacje o podróży

Miejsce podróżyGrecja, ATENY,
Data podróży
Koszt wycieczki na osobę PLN
Koszt dodatkowe na osobę PLN
Długość pobytu0 dni

Autor Relacji

kinga46

Napisz do kinga46
Używamy cookies w celach świadczenia usług i statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że cookies będą one umieszczane na Twoim urządzeniu.