Dwa tygodnie u Wuja Sama


            Problemy z wizami oczywiście były i cały koszt załatwiania formalności muszę sobie dopisać do kosztów wycieczki, ale mimo wszystko warto było pojechać do Stanów Zjednoczonych. Było to ciekawe przeżycie, chociaż wiele rzeczy zaskoczyło mnie tam nie do końca pozytywnie.


Nowy Jork


Statua Wolności

            Chyba nie da się pojechać do Stanów i nie pojechać do Nowego Jorku. Tym bardziej, że sensowne oferty przelotu z Warszawy były tylko do tego miasta. Chcąc nie chcąc, właśnie tutaj zacząłem moją przygodę.

 
            Pierwszym, znowu przymusowym punktem wycieczki, była Statua Wolności. Samolot leciał bezpośrednio nad nią i to całkiem nisko. Tutaj jest idealne miejsce na małą dygresję, bo chociaż niby wszyscy wiedzą, że Nowy Jork to miasto portowe ułożone na wyspach, jakoś ciężko się o nim myśli w tych kategoriach. Dopiero kiedy widzi się to samemu, całkowicie zmienia się perspektywa patrzenia.

 
            Wrażenie jest niesamowite, bo wieżowce są w zasadzie bezpośrednio nad oceanem, a przynajmniej tak to wygląda z dość dużej odległości. Samą Statuę Wolności, wracając do tematu, też oglądałem z dość daleka. Niby z góry jest ładny widok, ale kolejna fala strajków przechodząca przez miasto spowodowała, że w czasie mojego pobytu wjazd na górę był niemożliwy.


Strefa zero, Central Park i Broadway


Central Park


            Pamiętam dobrze dzień, w którym samoloty uderzyły w wieżowce WTC. Było to jakieś takie nierealne, jakby film. Także dlatego, że u nas takich wieżowców nie ma i nawet na Zachodzie raczej nie buduje się na siłę do góry. Tutaj ma się wręcz klaustrofobię i na nowym Placu Wolności, który stoi w centrum terenu, gdzie kiedyś wyrastały wieże, obecnie jest pomnik i seria budynków wznoszących się dookoła niego. Czuć tu jakąś mistyczną siłę.

             Większość czasu mijała mi po prostu na oglądaniu miasta, jego najróżniejszych wieżowców (Chrysler Tower jest przepiękny, a Empire State Building… widocznie stary) i na wizytach na Broadwayu. Czterdziestoletniemu facetowi trochę głupio opowiadać o musicalach, więc udam, że mnie tam nie było. Wspomnę za to o Central Parku, który miałem tylko na szybko odwiedzić, a zaglądałem do niego codziennie. Jest on po prostu gigantyczny i momentami traci się poczucie, że jest się w samym centrum wielkiej metropolii. Do tego dochodzi masa ulicznych performerów bijących na głowę wszystkie Dody i inne Feele.


Na szybko do Waszyngtonu


pomnik Waszyngtona

pomnik Lincolna

Biały Dom

              Połowę wyjazdu miałem spędzić na rancho w Teksasie, gdzie głównymi atrakcjami byłyby wielkie pola nic, które planowaliśmy ze starymi kumplami przemierzać konno, ale nie potrafiłem się oprzeć Waszyngtonowi. Pierwsze, co uderzyło mnie w stolicy USA, to ogromna ilość osób czarnoskórych, które w skali całego kraju stanowią zaledwie około 10% populacji. Później się dowiedziałem, że wykonują czarną robotę dla garstki urzędników tu mieszkających. Interesujące.

 
            Ciekawszy znacznie był pomnik Waszyngtona, który jest jeszcze bardziej okazały, niż w przekazach telewizyjnych. Z niego poszedłem do pomnika Lincolna, przed którym jest wielki staw lustrzany, jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc miasta. Z podróży po okolicy dowiedziałem się, że takich stawów w mieście jest więcej. Nie ma ku temu konkretnej przyczyny – po prostu podobały się decydentom, kiedy decyzje o zagospodarowaniu przestrzeni były podejmowane.

             Nie mogło mnie zabraknąć oczywiście ani pod Kapitolem i jego wielkimi schodami, ani pod Białym Domem i jego właśnie odnawianą wielką kopułą. Nasza Wiejska w porównaniu do tych gigantów jest niczym. Jest tu też masa ochrony, która pilnuje, by nikt niepowołany się nigdzie nie dostał. Pod białym domem były jakieś tam demonstracje, ale ich uczestnicy wyglądali na znudzonych i nie za bardzo wiem, przeciwko czemu protestowali. Nie pytałem, bo postanowiłem na jeden dzień wpaść do Vegas i czas naglił.


Las Vegas


Vegas - Casino

            Duże amerykańskie miasta są do siebie podobne. W przeciwieństwie do naszych skupisk chaosu, miasta Ameryki Północnej posiadają schludne ulice i przecinające je pod katem prostym przecznice. Powoduje to, że nazewnictwo dróg jest tutaj raczej nudne, ale za to łatwo wszędzie trafić. W Vegas też, chociaż tutaj trudno by się było zgubić. Tu piramidy, tam wieża Eiffla, tam Sfinks, a trochę dalej chyba Big Ben.

 
            Szaleństwo. Zwłaszcza w nocy, kiedy tu dotarłem, miasto prezentuje się niesamowicie dzięki wszystkim swoim bilbordom i milionom kolorowych świateł. Same kasyna są dokładnie takie, jak na filmach, ale by nie stracić za dużo pieniędzy, następnej nocy byłem już w samolocie do Houston, skąd odebrali mnie znajomi i resztę pobytu w Stanach stanowiło dla mnie oglądanie prerii z końskiego grzbietu.


Zobacz również
0 4183

Brak Opinii

Dodaj Swoją Opinię


Kod z obrazka

Informacje o podróży

Miejsce podróżyStany Zjednoczone,
Data podróży
Koszt wycieczki na osobę PLN
Koszt dodatkowe na osobę PLN
Długość pobytu0 dni

Autor Relacji

jacekopal

Napisz do jacekopal
Używamy cookies w celach świadczenia usług i statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że cookies będą one umieszczane na Twoim urządzeniu.