W krainie gauchos

Buenos Aires

                Wycieczka do Argentyny miała być dla nas największym przeżyciem na liście naszych dotychczasowych podbojów świata i muszę przyznać, że taka była, chociaż planowaliśmy spędzić ją zupełnie inaczej. My – grupa studentów Uniwersytetu Warszawskiego, którzy zarobili na truskawkach więcej, niż się spodziewali.

 

Statkiem z Amsterdamu do Argentyny


wodospad Iquazu

Park Narodowy Los Alerces

                    Zacznijmy jednak od początku, bo nasza podróż do Argentyny była nietypowa. Płynęliśmy bowiem statkiem z Amsterdamu. Nie wiedzieliśmy nawet, że coś takiego jest możliwe i chociaż zajęło nam to trochę czasu, cena była nieporównywalnie niższa od tego, co zaproponować nam mogły linie lotnicze. Zresztą wracać i tak musieliśmy w powietrzu.

                 W samej Argentynie było zupełnie inaczej, niż się spodziewaliśmy. To znaczy, w drugim tygodniu było inaczej, bo pierwszy tydzień spędziliśmy w wielkich miastach, takich jak chociażby słynne Buenos Aires. Oglądaliśmy tam nowoczesne wieżowce tego rozwijającego się kraju, liczne świątynie ojczyzny papieża i bardzo liczne zabytki okresu kolonialnego. Argentyna uzyskała niepodległość od Hiszpanii dopiero około 200 lat temu. Prawda jest jednak taka, że niespecjalnie nam się nasz pobyt do tego momentu podobał, bo był on strasznie zwyczajny. Nic się specjalnego nie działo, nic nader ciekawego dookoła nas nie było. Taka trochę bardziej pikantna Hiszpania.

                 Miejscowi poradzili nam, by pojechać dalej na zachód kraju w kierunku Andów i nie pożałowaliśmy. W domu czasami popijam argentyńskie wina i naprawdę fajną sprawą było zobaczenie, gdzie powstają. Nie wygląda to jak we Francji, gdzie winnice traktowane są niczym renesansowe pałace i ludzie kręcą nosami płucząc winem usta. Tutaj jest coś rodzaju znanej z telenowel hacjend, w której mamy po prostu rolników cieszących się swoim produktem. Nie należy tego oczywiście rozumieć opacznie.

                 W symbiozie z winnicami żyją miejscowi kowboje – gauchos. Jeśli ktoś wyobrazi sobie amerykańskiego kowboja z wąsami, będzie bardzo bliski temu, co tutaj zobaczy. Nie będzie tylko otoczki dziwnego macho, które jest popularne w Ameryce Północnej, ale tutaj po raz kolejny trafiamy raczej na ludzi wesołych i prostolinijnych, a nie nadętych czy sztucznie twardych. Ich praca nie jest łatwa, ale za to pozwala zdobyć największe bogactwo Argentyny, jak wszyscy tutaj mówią o naprawdę fenomenalnej wołowinie. Polska wołowina to po prostu wołowina, którą w dodatku bardzo często przygotowywana jest w naganny sposób, a wołowina argentyńska, nie dość że bardzo tania, to jeszcze po prostu wyśmienita i zawsze idealnie przygotowana.

                 Żal nam było wyjeżdżać, zwłaszcza kiedy ruszyliśmy w wyższe partie gór, gdzie nie tylko widoki są fenomenalne, ale flora wraz z fauną naprawdę chcą przy sobie zatrzymać. Tutaj mogliśmy zobaczyć wodospad Iquazu, wysokogórski park Aconcagua, polodowcowe jezioro Nahuel Huari, Półwysep Valdes oraz Park Narodowy Los Alerces. Trzeba mimo wszystko było wracać. Kolejny rok studiów się zaczynał.



     

Zobacz również
Brak Opinii

Dodaj Swoją Opinię


Kod z obrazka

Informacje o podróży

Miejsce podróżyArgentyna,
Data podróży
Koszt wycieczki na osobę PLN
Koszt dodatkowe na osobę PLN
Długość pobytu0 dni

Autor Relacji

alexapl

Napisz do alexapl
Używamy cookies w celach świadczenia usług i statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że cookies będą one umieszczane na Twoim urządzeniu.