Weekend w Ustroniu

                Trochę głupio się przyznać, ale trzydzieści lat mieszkam w Katowicach i nigdy nie byłem w miejscu, które dla połowy miasta jest weekendowym azylem. Mowa oczywiście o Ustroniu, do którego jedzie się wygodną Wiślanką i nawet jeśli ktoś ani nie zna trasy, ani nie potrafi jeździć, dojedzie za około dwie godziny. Lubię góry, lubię weekendowe wyjazdy, ale co tu dużo gadać? Tak się po prostu złożyło. Teraz postanowiłem to nadrobić.

 

Tanio i wygodnie


                Okazję miałem dobrą, bo żona z dzieciakami wybrała się do teściów i na szczęście nie zażądała, bym też jechał. Wsiadłem więc w samochód i ruszyłem, a za chwilę byłem na miejscu. Nie do końca wiedziałem, gdzie właściwie jadę, ale jak tylko zobaczyłem charakterystyczne trójkątne pensjonaty i hotele Ustronia, po prostu zacząłem kierować się na jeden z nich. Są akurat wakacje i trochę się bałem, że nie będzie w nich żadnych miejsc, ale po drodze mijałem też kilka prywatnych, niewielkich, chociaż bardzo ładnych pensjonatów, w których jeszcze wolne miejsca były. O pensjonatach trzeba słowo powiedzieć, bo Ustroń ułożony jest w taki dziwny sposób, że w małej dolince na samym środku jest zabudowa starego miasta (nie dam głowy, że tak to jest prawidłowo określane), a dookoła, poniekąd na koronie otaczających Ustroń gór, wznoszą się właśnie te dziwne budynki. Z daleka są ładniejsze niż z bliska, bo pachnie od nich estetyką w stylu gomułkowskim, ale nie ma specjalnie co narzekać. Jest tanio i wygodnie.

                 Na początek pochodziłem trochę po mieście. Cały Śląsk jest miejscem, gdzie nie brakuje protestantów i tutaj też widać wyraźnie ich kościoły na tle reszty zabudowań tego szesnastotysięcznego miasteczka. Cała architektura jest tu zresztą bardzo sympatyczna. Wiele domów ma dziwny, górski charakter połączony z czymś, co moje oko amatora może odnieść do architektury pruskie Szczególne wrażenie robi położony w samym centrum miasta ratusz oraz położony nieopodal niego kościół farny św. Klemensa.

                 W związku z tym, że nie jestem wielkim fanem chodzenia po górach, wdrapałem się tylko na Równicę. Odpowiednia nazwa dla niewielkiego pagórka. Wejście na niego szybkim krokiem zajęło mi czterdzieści minut, a mogło być trochę mniej, ponieważ powyżej miejsca, gdzie zostawiłem samochód, znajduje się jeszcze jeden parking. Przy nim było kilka niewielkich kramików, w których kupiłem prezenty dla dzieciarni i poszedłem się wykąpać do miejscowej atrakcji – Wisły. Rzeka w tym miejscu ma wartki nurt, ale płytki, kiedy nie było dreszczów od dłuższego czasu, a tak właśnie się teraz złożyło. Woda chyba powinna być trochę bardziej czysta w górach…

                 Drugi dzień już nigdy mnie specjalnie nie ekscytuje. Wjechałem sobie kolejką na Czantorię, a potem okrężnym szlakiem zszedłem na dół i to w zasadzie był koniec mojej wycieczki. Jeszcze tylko zjadłem schabowego po góralsku w miejscowej knajpce i do domu. Coś czuję jednak, że sobie z rodzinką od czasu do czasu tutaj wpadniemy.

 

Zobacz również
Brak Opinii

Dodaj Swoją Opinię


Kod z obrazka

Informacje o podróży

Miejsce podróżyPolska, śląskie, Ustroń,
Data podróży
Koszt wycieczki na osobę PLN
Koszt dodatkowe na osobę PLN
Długość pobytu0 dni

Autor Relacji

jacek283

Napisz do jacek283
Używamy cookies w celach świadczenia usług i statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że cookies będą one umieszczane na Twoim urządzeniu.