Lato w Darłowie

                Mężuś nie należy do ludzi przesadnie aktywnych i skłamałabym, że w moim przypadku jest inaczej. Oboje uważamy, że wakacje są po to, by za wiele nie robić i zwyczajnie odpocząć po wielu miesiącach spędzonych w pracy. Oboje mamy bardzo interesujące, wręcz ekstatyczne prace biurowe, więc naprawdę przydaje nam się opróżnienie głowy i nie zajmowanie się niczym przez dwa lub trzy tygodnie. W tym roku nasz wybór padł na nicnierobienie przy szumie morskich fal i z masą jodu w płucach. A cieszyliśmy się tym w Darłowie.

 

Gdzieś nad polskie morze


                Wybraliśmy akurat to miejsce z powodu śmiesznie wręcz błahego. Chcieliśmy po prostu wybrać się gdzieś nad polskie morze, a dla mieszkańców Kielc nie ma większego znaczenia, gdzie konkretnie pojedziemy, przez co daliśmy się skusić znalezionym w Internecie zdjęciom ładnego zamku, który się tu znajduje. Poszliśmy do niego zaraz po przyjeździe i faktycznie okazał się bardzo sympatyczny. Podobno mieszkał tutaj król Danii i okolic, którego określano ostatnim wikingiem Bałtyku. Było to oczywiście w bodajże XIV lub XV wieku. A może w XIII? Mnie tam bardziej interesował bardzo ładny widok z wieży, na którą można się wdrapać po zapłaceniu kilku złotych. Nie jest specjalnie wysoka, ale widok z niej jest naprawdę przepiękny. Jak z jakiejś latarni morskiej, bo zamek jest nad samym brzegiem morza.

                 Zaraz po przyjeździe siedzieliśmy też trochę na rynku miasta. Ku naszemu zaskoczeniu, wcale nie było tutaj jakoś specjalnie tłoczno, chociaż mówi się, że Darłowo w ostatnich latach stało się bardzo popularne. To pewnie za sprawą wielkiego festiwalu muzycznego, który odbywał się w tym czasie kilkadziesiąt kilometrów na zachód. Zgaduję, ale większe tłumy po jego zakończeniu chyba potwierdzają moją tezę.

                 Rynek nie jest może jakiś specjalnie specjalny, ale jest za to bardzo kameralny, ma lekko szumiącą fontannę z pomnikiem rybaka na samym środku, a do tego są tu piękne roślinki – moja słabość. Obejrzeliśmy również ratusz, który kiedyś się doszczętnie spalił, ale ładnie go odbudowali, a mój stary dewota poszedł też oglądać kościoły. Mi wystarczył ten przy rynku.

                 Reszta urlopu była właściwie w Darłówku, czyli w znajdującej się bezpośrednio nad wodą dzielnicy miasta. Mają tam bardzo ciekawy most rozsuwany oraz latarnię morską. Nie pozwolili nam niestety na nią wejść, chociaż zachęcona widokami z zamku bardzo chciałam.

                 Na szczególne wyróżnienie zasługują plaże. Nad polskim morzem nie byliśmy od około dekady i naprawdę sporo się zmieniło. Jest przede wszystkim czysto, schludnie i wygląda to nawet tak, jakby ktoś piasek wymienił na lepszy. Robi się takie rzeczy? Nie wnikaliśmy, tylko się prażyliśmy. Pływaliśmy tyle, ile zwykle, czyli prawie nic, ale morze było na tyle ciepłe, że gdyby któreś z nas miało potrzebę dłuższego pluskania się, nie byłoby z tym najmniejszego problemu. Co więcej, wszędzie byli ratownicy, których kiedyś też za dużo nie było widać. Znacznie więcej było ponadto różnych sklepikarzy, kramarzy i budek z nowym polskim daniem narodowym – kebabem. Straszne ceny…

Zobacz również

0 4408

Brak Opinii

Dodaj Swoją Opinię


Kod z obrazka

Informacje o podróży

Miejsce podróżyPolska, zachodniopomorskie, Darłowo,
Data podróży
Koszt wycieczki na osobę PLN
Koszt dodatkowe na osobę PLN
Długość pobytu0 dni

Autor Relacji

dorota73

Napisz do dorota73
Używamy cookies w celach świadczenia usług i statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że cookies będą one umieszczane na Twoim urządzeniu.