W cieniu Wielkiego Muru

Zakazane Miasto

         Wizyta w Chinach to dla wielu osób podróż życia. Z żoną wybieraliśmy się tam z entuzjazmem, który na początku dość porządnie utemperowali spotykani przez nas ludzie, zupełnie bez złych intencji oczywiście, ale to, co tutaj zobaczyliśmy, w pełni zrekompensowało nam wcześniejszy szok kulturowy.

Świat plucia i mlaskania


Plac niebiańskiego spokoju - widok na wejście do Zakazanego Miasta

Zakazane Miasto

Lijiang

       Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy z żoną od Pekinu. Mieliśmy tutaj oczywiście w planie obejrzeć dokładnie naprawdę wiele zabytków: Zakazane Miasto, Plac Niebiańskiego Spokoju, kilka wspaniałych przygód i jeszcze wiele innych rzeczy, ale zrezygnowaliśmy z tych planów, a wspomniane punkty turystyczne widzieliśmy jedynie z daleka. odwiedziliśmy za to Stare Miasto w Lijiang. Nasz pobyt przypadał na sierpień, kiedy jest tutaj paskudnie ciepło, a do tego wieją wiatry z zachodu, które przynoszą do miasta ogromną ilość piasku. Pekin leży w niewielkiej dolince i efekt jest taki, że dym miesza się z piaskiem i powstaje smog, który można żuć niczym gumę balonową. Miejscowi są z tego powodu bardzo niezadowoleni, delikatnie mówiąc, a dla nas to była katastrofa. Zwiedzanie Pekinu trzeba sobie zaplanować najlepiej na zimę.

       Wielkim problemem był też szok kulturowy. Jadąc do Chin trzeba pamiętać, że to nie Czechy czy Niemcy, ale to też nawet nie Ekwador czy Turcja. To zupełnie inny świat, gdzie czymś zupełnie normalnym jest plucie wszędzie dookoła siebie, grzebanie w zębach, mlaskanie i tym podobne rzeczy. Co więcej, „small talk” nie jest tutaj o pogodzie. Zwykła, niezobowiązująca rozmowa nie jest o pogodzie czy o naturze, ale o rodzinie. Chińczyk wypyta cię o wszystko i do tego otwarcie się zdziwi, że w wieku 30 lat nie mamy jeszcze z żoną dzieci. Nie jest to znak braku kultury, ale różnica kulturowa, której trzeba być świadomym. My nie byliśmy.

Z kosmosu go nie zobaczysz


Wielki Mur

       Czas, który mieliśmy przeznaczony na zwiedzanie Pekinu, przenieśliśmy na Wielki Mur. Nie było go początkowo w naszych planach, bo nasze pierwsze spotkanie z nim było takie, jak się tego spodziewaliśmy. Ot, wielka, brązowo-szara ściana, po której można pochodzić. Nic ciekawego.

       Potem jednak pojechaliśmy w rejon, gdzie Wielki Mur ma swoje początki. I to było coś! W tamtych czasach nie znano zapraw i kilkumetrowy mur nie posiada żadnego cementu ani niczego w tym stylu. Kamienie są odpowiednio dobrane do siebie tak, by pasowało, a renowacja muru polega na usuwaniu starych i dokładaniu nowych miejscowych kamieni. Jego podstawa też nie jest w żaden sposób przygotowana. Mur biegnie tak, jak włoskie autostrady, czyli bez oglądania się na warunki naturalne. To robi wrażenie i naprawdę mnie dziwi, że na pocztówkach są tylko nudne części Muru!

Tarasy Ryżowe Smoczego Grzbietu


Tarasy Ryżowe Smoczego Grzbietu

         Rozmach Chin naprawdę imponuje. Jeszcze bardziej upór tego narodu pokazują Tarasy Ryżowe Smoczego Grzbietu. Górzysty teren o bardzo dużych różnicach względnych wysokości upstrzony jest półkami posiadającymi skomplikowane systemy irygacji. Nie są to wcale nowoczesne konstrukcje, bo chłopi pracują tutaj na swoich polach ryżowych od wieków z każdym rokiem kradnąc trochę więcej terenu.

         U nas czegoś takiego nie ma, bo wygodniej jest uprawiać na zboczach, ale dla ryżu potrzebne są płaskie, dobrze nawodnione skrawki terenu i widok wykreowany ich tworzeniem jest po prostu nieziemski. W Ameryce Południowej robi się podobne rzeczy, ale nie na taką skalę! Wyjątkowo niesamowity jest kontrast soczyście zielonych pól ryżowych z otaczającą je średnio urodzajną ziemią i jasnozieloną lub szarozieloną naturalna roślinnością okolicy.

         Żałuję tylko, że nie byliśmy w stanie z nikim tutaj pogadać. Miejscowe kobiety nie mają zwyczaju ścinać włosów i dorastają one spokojnie do dwóch metrów. Dla osób o średnim wzroście poniżej 160 centymetrów byłby to problem, gdyby nie specjalne turbany zaplatane z włosów.

Brama do Nieba


Kolejka Linowa

            Ta wizyta sprawiła, że resztę czasu postanowiliśmy również spędzić w górach. Wybór padł na Góry Tianmen. Naszym głównym celem była Brama do Nieba, czyli położona na dużej wysokości wielka grota. Nie będę się o niej samej rozpisywał, bo nie pozwolono zrobić żadnych zdjęć, a kiedy dyskutujemy o niej z żoną, wydaje nam się, że każde z nas widziało w niej co innego. Pewne jest, że do groty prowadzi droga składająca się z 99 wijących się zakrętów, na końcu której jest 999 Schodów do Nieba. Chińczycy lubią liczbę 9 bardziej niż my – Europejczycy – liczbę 7. My jednak jesteśmy leniwi i pojechaliśmy kolejką linową mającą ponad 7 kilometrów długości, a potem jeszcze zaliczyliśmy szklany most zawieszony na wysokości ponad 1400 metrów nad ziemią.


             Do Chin wracamy w przyszłym roku. Jest to kraj wielkości solidnego kontynentu, więc na pewno znajdzie się tam więcej gór.
 

Zobacz również
Brak Opinii

Dodaj Swoją Opinię


Kod z obrazka

Informacje o podróży

Miejsce podróżyChiny,
Data podróży2013 Sierpień
Koszt wycieczki na osobę PLN
Koszt dodatkowe na osobę PLN
Długość pobytu7 dni

Informacje o podróży

Nazwa hotelu
Strona www
Wyżywienie
Atrakcje
Lokalizacja
Personel
Standard
Ocena ogólna

Autor Relacji

kamil48

Napisz do kamil48
Używamy cookies w celach świadczenia usług i statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że cookies będą one umieszczane na Twoim urządzeniu.